Chrześcijanie powinni uczestniczyć w walce o wartości. Wywiad z dr Arturem Górskim cz. 2/2
Chrześcijanie powinni uczestniczyć w walce o wartości. Wywiad z dr Arturem Górskim cz. 2/2
Autor: Piotr Bryła, Sławomir Zatwardnicki
To jest walka o kształt Polski, czy będzie funkcjonowała z uwzględnieniem wartości cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, czy zwycięży w niej – jak mówił ojciec święty Jan Paweł II – cywilizacja śmierci.
Wielu ludziom polityka nie kojarzy się dobrze. Jest synonimem brudu, kłamstw i ciemnych interesów. Co Pan na to?
- Trochę w tym mitu, ale też trochę prawdy. Trochę prawdy dlatego, że co jakiś czas dowiadujemy się o różnych „przekrętach”, „brudnych interesach” czy wręcz o korupcji polityków (choćby przypadek posłanki PO z końca kadencji poprzedniego Sejmu, prezydenta Sopotu, czy ostatnio afery hazardowej). Ale oczywiście nie należy tego zjawiska uogólniać, rozciągać na całą klasę polityczną. Wśród polityków wielu jest szczerych patriotów i uczciwych ludzi, których celem w polityce jest realizacja dobra wspólnego i którzy w swoim działaniu, w pracy legislacyjnej kierują się wartościami chrześcijańskimi. Ale faktem jest, że zawód poseł jest bardzo nisko ceniony w społeczeństwie, co świadczy generalnie o upadku autorytetu władzy, obniżeniu się szacunku dla osób piastujących funkcje publiczne.
Po co katolikowi zajmować się w ogóle polityką?
- Bo w polityce zapadają rozstrzygnięcia dotyczące naszego życia. Polityka to – w dużym uproszczeniu – Sejm i rząd. Sejm tworzy prawo, które powinno służyć ludziom, a rząd to prawo powinien wykonywać tak, by umacniać państwo i przyczynić się do rozwoju Narodu. Rząd jest emanacją większości parlamentarnej. Zatem taki mamy rząd, jaki mamy Sejm. A Sejm, posłów wybierają ludzie, obywatele, czyli wyborcy. Taki mamy Sejm, jaki mamy Naród, a właściwie jakich mamy wyborców. Jeśli katolik będzie korzystał z biernego i czynnego prawa wyborczego, to będzie miał wpływ na kształt samorządu i Sejmu, a pośrednio także rządu. A dzięki temu może przyczynić się do tego, że w polityce, w sferach władzy będą politycy o podobnych poglądach, o zbliżonym światopoglądzie, którzy uwzględnią wartości chrześcijańskie w uchwalanym prawie i decyzjach władzy wykonawczej.
Wynikałoby z tego, że zajmowanie się polityką to obowiązek...
To jest walka o kształt Polski, czy będzie funkcjonowała z uwzględnieniem wartości cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, czy zwycięży w niej – jak mówił ojciec święty Jan Paweł II – „cywilizacja śmierci”. Chrześcijanie powinni uczestniczyć w walce o te wartości, powinni brać współodpowiedzialność za sferę publiczną, gdyż inaczej zgrzeszą grzechem zaniedbania, gdyż inaczej bez walki oddadzą pole wrogom Kościoła. A jeśli nie potrafią rozpoznać zła i dobra w polityce, jeśli głosują na tych, którzy np. popierają aborcję, rozwody, zrównanie par homoseksualnych w prawach z tradycyjnymi rodzinami, czy dofinansowanie in vitro z budżetu państwa, to niech się nie zdziwią, gdy te hasła staną się faktem prawnym i obowiązującym standardem.
Dlaczego zajął się Pan polityką? Co Pana do tego zmusiło?
- Ależ nic mnie do tego nie zmusiło. Już w liceum chciałem zajmować się polityką i cała moja edukacja, łącznie ze studiowaniem nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim i dzisiejszym UKSW, gdzie obroniłem doktorat, była ukierunkowana na ten cel. Nie jestem politykiem z przypadku, lecz ze świadomego wyboru. Zawsze była we mnie nuta społecznika. Uznałem, że będę miał największe możliwości działania na rzecz ludzi i pomagania im najpierw jako radny, a następnie jako poseł. I nie pomyliłem się. Staram się działać w polityce zgodnie z moim sumieniem i w zgodzie z wartościami katolickimi, i wydaje
mi się, że staram się robić rzeczy dobre w sferze publicznej, ale pewnie nie zawsze to wychodzi.
Które zasady Ewangelii i Kościoła katolickiego uważa Pan za najtrudniejsze – jeżeli chodzi o zachowanie wierności im w polityce?
- Z Dziesięciu przykazań chyba najczęściej jest łamane ósme, czyli „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, a z siedmiu grzechów głównych: pierwszy – „pycha”. Politycy najczęściej kłamią, okłamują wyborców i samych siebie, bezpodstawnie oczerniają konkurentów, a zarazem ci, którzy mają w swoich rękach władzę, najczęściej grzeszą grzechem „pychy”. Brak pokory i skromności może przewrócić każdy rząd.
Z jakich wartości nie zrezygnowałby Pan nawet za cenę politycznej przegranej? Może już kiedyś zapłacił Pan taką cenę?
- Jeszcze nie przegrałem żadnych wyborów. Trzy razy kandydowałem i wolą Boga, realizowaną głosami wyborców, byłem wybierany na funkcje publiczne. Ale mam świadomość, że każde kolejne wybory mogą być moimi ostatnimi, jeśli wyborcy na mnie nie zagłosują w wystarczającej liczbie. Jeśli tak się stanie, będzie to oznaczało, że Bóg ma wobec mnie inne plany. Dla mnie jest najważniejsze, aby móc głosić moje poglądy i dawać świadectwo wartościom, które są mi bliskie. Chcę być sobą, chcę być prawdziwy, czyli taki, jaki jestem – z moimi prawicowo-konserwatywnymi poglądami. To jest dla mnie najważniejsze i gotów za to jestem płacić wysoką cenę, także cenę rezygnacji z udziału w polityce. W polityce trzeba być elastycznym, trzeba umieć zdobyć się na kompromisy, ale też trzeba wiedzieć, gdzie są granice kompromisu, poza które nie można wyjść.
Czy w ogóle polityk może wykonywać swoje obowiązki zgodnie z wartościami chrześcijańskimi?
- Myślę, że generalnie tak. To zależy tylko od samego polityka. Pomimo istnienia różnych determinantów w polityce pozostajemy wolni i możemy podejmować samodzielne decyzje. To tylko od nas samych zależy, czy w polityce, jak w życiu, będziemy uczciwi, czy nieuczciwi, czy będziemy kłamać i kraść, czy mówić prawdę i chronić cudzą własność. Politycy wiedzą, że w sprawach sumienia nigdy nie ma dyscypliny głosowania i że nikt nie może narzucić dyscypliny. Najważniejsze, aby polityk miał zdrowe sumienie, to znaczy, aby umiał rozpoznawać dobro i zło, i potrafił przeciwko złu występować. Problem i w życiu codziennym i w polityce jest ten sam. To relatywizm moralny. Ale jeśli ktoś w życiu „prywatnym” nie będzie na tę chorobę chorował, to i w życiu „publicznym” na nią nie zapadnie.
Co to są wg. Pana „wartości chrześcijańskie” ?
- To – jakby powiedział ojciec święty Jan Paweł II – „najcenniejsze dziedzictwo humanizmu europejskiego”. Ale jeśli mam w kilku słowach-kluczach określić wartości chrześcijańskie, to niewątpliwie należą do nich: godność osoby ludzkiej, świętość życia ludzkiego, co implikuje ochronę życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, dalej: rodzina oparta na małżeństwie, dobro wspólne jako cel ludzkiego działania, a zatem praca pojmowana jako wartość osobista i społeczna zarazem, następnie wolność myśli, słowa i głoszenia własnych poglądów, a przede wszystkim wolność wyznania. Pamiętajmy, że jeśli wartości chrześcijańskie mają królować na ziemi, relacje międzyludzkie muszą być oparte na wzajemnej miłości, poszanowaniu i służbie. No i musimy mieć świadomość, że człowiek, którego stworzył Bóg, cały czas przynależy do swego Stwórcy. Oznacza to, że przez służbę ludziom mamy służyć samemu Bogu i że naszym celem nie jest nagroda tu, na ziemi, tylko życie wieczne. Jakże często, nawet politycy uważający się za katolickich, zapominają o tej prawdzie.
A czy istnieje chrześcijańska polityka? Może raczej trzeba by mówić o polityce prowadzonej przez chrześcijanina?
- Chrześcijańska polityka to właśnie taka, która uwzględnia wartości chrześcijańskie, to obrona tych wartości w życiu publicznym, to kierowanie się tymi wartościami w działaniu. Polityka nie może być oderwana od wartości, a polityka prowadzona przez chrześcijan nie może być oderwana od wartości chrześcijańskich.
Kiedy polityk kieruje się swoją wiarą w polityce – może zostać oskarżony o to, że miesza dwa porządki: kościelny i świecki. Jak odeprzeć taki zarzut?
- Nasi przeciwnicy, wrogowie Boga i Kościoła zawsze znajdą pretekst, by nas zaatakować. Wystarczy mała prowokacja – chęć usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego i wszyscy ci, którzy stają w obronie krzyża, są określani jako przeciwnicy rozdziału Kościoła od państwa. Albo inny przykład. Wystarczy, że jeden czy drugi ksiądz wyraził się krytycznie o kandydacie na Prezydenta RP wysuniętym przez Platformę Obywatelską – nie słyszałem takiej wypowiedzi, ale nie wykluczam, że mogła mieć miejsce – natychmiast podniosły się głosy, że Kościół popiera konkretnego kandydata i miesza się do polityki. Ja myślę, że nie trzeba się przejmować i nie wolno pozwolić, by zamknęli nam usta ci, którzy pod pretekstem walki o różne swobody sami dążą do zniewolenia, do ograniczenia wolności katolików i zamknięcia ich z ich wiarą i religią w domach i kościołach. Nie możemy pozwolić, aby wrócił PRL-bis. Trzeba im po prostu mówić, że są ignorantami i że wolność polega właśnie na tym, że także chrześcijanie mają prawo do zabierania głosu i oceny różnych zjawisk z punktu widzenia wartości nie tyle chrześcijańskich, сo uniwersalnych. Bo przecież wartości chrześcijańskie mają wymiar uniwersalny – chrześcijaństwo nie ma monopolu na te wartości.
A może mają jednak rację ci, którzy twierdzą, że chrześcijaństwo to prywatna sprawa i argumentów wiary nie można mieszać w publicznej debacie z tymi, którzy wysuwają zwolennicy państwa laickiego?
- Kompletna bzdura. Owszem zwolennicy totalnej laicyzacji państwa głoszą potrzebę „pluralizmu etycznego”, który ma być warunkiem demokracji i rozdziału Kościoła od państwa. Owszem, pod wpływem tych haseł nawet „katolicy” zaczynają żądać całkowitej autonomii dla swoich wyborów moralnych, które w polityce przekładają na decyzje polityczne. Jednak wolność polityczna nie jest i nie może być – do czego zmierza postulat laicyzacji państwa – oparta na relatywistycznej idei, że wszystkie koncepcje na temat człowieka, rodziny i społeczeństwa są równie prawdziwe i mają tę samą wartość. Dla katolika wartość podstawową ma nauka moralna i nauka społeczna głoszona przez Kościół. Ponadto katolicy muszą się bronić, aby nie zwyciężył pogląd, że postulaty katolickie są tożsame z wartościami wyznaniowymi, a zatem kłócą się z zasadą świeckości i laickości państwa. Jeden z dokumentów kościelnych, zdaje się z czasów Soboru Watykańskiego II, mówił wyraźnie, że świeccy wierni powinni wykonywać zadanie, jakim jest przenikanie duchem chrześcijańskim doczesnego porządku, z poszanowaniem jego natury i prawowitej autonomii. Myślę, że w miarę wiernie przytoczyłem ten dokument. Uczyniłem to, aby pokazać, że Kościół nie godzi się na to, by chrześcijaństwo było tylko prywatną sprawą chrześcijan.
Czy katolik może wypowiedzieć „obywatelskie nieposłuszeństwo” Państwu, które narusza jego prawa naturalne dot. życia, wolności, rodziny czy własności?
- Znów pytanie, które w ramach odpowiedzi domaga się odrębnego wykładu, na który nie ma tu miejsca. Przede wszystkim należy zadać pytanie, co rozumiemy przez „obywatelskie nieposłuszeństwo”. Czy można obywatelowi obrazić się na państwo i zaprzestać – w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa – płacenia podatków? Albo czy można w inny sposób łamać prawo państwowe pod pretekstem, że nie uznaje się państwa, które swym działaniem godzi w rodzinę, wolność czy własność? Dopuszczalna granica „obywatelskiego nieposłuszeństwa” to wycofanie się z czynnego udziału w strukturach państwa, a zatem nie legitymizowanie go swoim działaniem, to zamknięcie się w swojej rodzinie i środowisku parafialnym. To także nie wykonywanie tego prawa, które uważamy za przestępcze, np. odmowa przez lekarza wykonania aborcji. Jest to tak zwany bierny opór, który ma pokazać, że nie godzę się na takie państwo, które odwrócone jest plecami do człowieka. Następnym etapem sprzeciwu jest czynny opór, rozumiany jako publiczny protest przeciwko przestępczym zarządzeniom rządu czy takim ustawom. Podstawową formą takiego oporu są demonstracje przeciwko złej władzy, która ustanawia totalitaryzm. Jeśli takie demonstracje się nasilą, jeśli obejmą znaczne warstwy społeczeństwa, to może nawet dojść do obalenia kryminalnego rządu. Moim zdaniem to stało się w 1989 r. w Polsce, choć była to „miękka rewolucja”, która sprawiła, że komuniści nie tylko ocalili głowy, ale wręcz czują się świetnie. Zatem odpowiadając na pytanie muszę stwierdzić – zgodnie z chrześcijańską nauką społeczną – że człowiek ma prawo do oporu wobec władzy, jednak rozmiar tego oporu musi być adekwatny do zaistniałej sytuacji, czyli do rozmiaru szkód, jakie czyni rząd.
W jakich sytuacjach kieruje się Pan swoją wiarą w działalności politycznej i zawodowej?
- To jest taki instynkt wiary. Człowiek wierzący i praktykujący po prostu czuje, wie, jak powinien postąpić w sytuacjach, gdy rozstrzygane są kwestie fundamentalne. Pamiętam, jak głosowaliśmy nad projektami ustaw antyaborcyjnych. Wiedziałem jako katolik, że nie mogę kierować się zaleceniem partyjnym, tylko moim własnym sumieniem, że jako osoba wierząca muszę poprzeć wszystkie projekty, które zwiększały ochronę życia ludzkiego.
Czy zgadza się Pan z bioetyką katolicką tj. głoszoną przez Kościół ochroną życia poczętego, zakazem stosowania in vitro, podejściem do badań genetycznych? Co Pan zrobił by bronić wartości życia jako polityk katolik ?
- Oczywiście, że się zgadzam. Mam nadzieję, że gdy trzeba będzie głosować w Sejmie kwestie bioetyczne czy dotyczące in vitro zagłosuję zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego.
Kto dla Pana jest autorytetem?
- W sferze publicznej? Święci królowie. Każdy naród posiada świętych władców. Ważny jest dla mnie kult Jadwigi Andegaweńskiej Króla Polski. Ona jest dla mnie wzorcem, z jej wiarą, pokorą i zaangażowaniem w sprawy zwykłych ludzi.
Bliżej politykowi do władcy czy sługi? Co można by powiedzieć o Panu?
- Nie ma dobrej władzy, nie ma prawdziwej polityki bez służby. Polityka zawsze powinna być misją publiczną. Ale proszę wybaczyć, nie mi oceniać, czy ja tę misję publiczną wykonuję właściwie. Wiem jedno, gdybym był prawnikiem, bardziej bym się przydał w Sejmie, gdzie tworzymy prawo.
Bardzo dziękujemy za rozmowę.
Wywiad przeprowadzili: Piotr Bryła i Sławomir Zatwardnicki
Przeczytaj również pierwszą część wywiadu pt. „Nie mam wątpliwości, że Bóg istnieje”.
Artur Górski. Doktor nauk humanistycznych, absolwent politologii i nauk społecznych na Akademii Teologii Katolickiej (obecnie UKSW). Były dziennikarz PAP, redaktor naczelny kwartalnika Pro Fide, Rege et Lege oraz pierwszy redaktor naczelny „Naszego Dziennika”. Były wykładowca akademicki. Autor publikacji z dziedziny historii, historii idei i nauk politycznych. W latach 1999 – 2001 pracował w administracji rządowej, gdzie był m.in. dyrektorem Sekretariatu Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów prof. Jerzego Buzka. Zajmował się również działalnością samorządową jako radny dzielnicy Warszawa – Mokotów. Obecnie drugą kadencje jest Posłem na Sejm RP (Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość). Jeden z inicjatorów projektu uchwały sejmowej mającej na celu intronizację w Polsce Chrystusa Króla. Prezes honorowy Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, członek Akcji Katolickiej.
| « < | > » |
|---|





Dlaczego nagle teraz dobrym chrzecijaninem jest się nie przez postępowanie, tylko odpowiednie głosowanie ?
Mojej dwuletniej chrześnicy nie zagrażają aborcja czy homoseksualiści.
Bardziej zagrażają jej pedofile, zwłaszcza jak są nimi księża oraz różne mafie, np. handlująca ludźmi. Przed tym jej mogę nie obronić.
Niestety tym problemem tzw. katolickie partie czy też media się nie zajmują.