Nie mam wątpliwości, że Bóg istnieje. Wywiad z dr Arturem Górskim cz. 1/2
Nie mam wątpliwości, że Bóg istnieje. Wywiad z dr Arturem Górskim cz. 1/2
Autor: Piotr Bryła, Sławomir Zatwardnicki
Nie mam wątpliwości, że Bóg istnieje, że towarzyszy nam przez życie i kiedyś przed Nim zdamy z naszego życia rachunek. Uświadomienie sobie tego faktu i świadomość, jak jesteśmy słabi i grzeszni, uczy pokory. I każe modlić się o łaskę.
Proszę opowiedzieć o tym, kim dla Pana jest Bóg? Objawia jakoś swoją obecność w Pana życiu?
- Kiedyś byłem świadkiem wymodlonego cudu. Dotyczy to zdrowia osoby mi bardzo bliskiej. Ponadto w pewnym, trudnym okresie mojego życia otrzymałem wielką pomoc od Ducha Świętego; można powiedzieć, że dopiero wtedy odkryłem w swoim życiu Trzecią Osobę Trójcy Przenajświętszej. Osobiście nie mam wątpliwości, że Bóg istnieje, że towarzyszy nam przez życie i kiedyś przed Nim zdamy z naszego życia rachunek. Uświadomienie sobie tego faktu i świadomość, jak jesteśmy słabi i grzeszni, uczy pokory. I każe modlić się o łaskę.
Pan się modli? Dlaczego, w jakich sytuacjach? Jak Pan znajduje na to czas?
- Jak każdy praktykujący chrześcijanin staram się modlić codziennie rano i wieczorem, a także uczestniczyć w coniedzielnej Mszy św. Mam świadomość, że niedopełnienie tego obowiązku jest grzechem, ale też, że bardzo łatwo potraktować modlitwę jako formalność, a nie jako rzeczywiste spotkanie z Bogiem. Kilka lat temu usłyszałem, że codzienne odmawianie koronki do Miłosierdzia Bożego otworzy drogę do Nieba. Od tego czasu niemal każdego poranka budzę się piętnaście minut wcześniej, niż wymaga tego przygotowanie się do wyjścia z domu, i odmawiam na różańcu koronkę do Miłosierdzia Bożego. To takie moje duchowe śniadanie, które pomaga mi przetrwać cały dzień.
Czy może Pan opisać Jego działanie (ingerencje, prowadzenie) w dziedzinie polityki?
- Trudno to opisać. To jest raczej takie zawierzenie siebie Bogu w życiu publicznym, aby kierował naszymi wyborami i decyzjami. Czasem człowiek nie wie, jak postąpić, albo wydaje mu się, że postąpił niewłaściwie, ale Bóg prostuje nasze ścieżki i sprawia, że nasze decyzje okazują się właściwe i przynoszą nie zło, tylko dobro, nawet wtedy, gdy na to dobro nie liczyliśmy. Myślę, że w polityce jest jak w życiu. Trzeba zaufać Bogu, ale też wyjść Mu na przeciw, jak to się mówi – trochę Mu pomóc korzystając z własnej wolnej woli. I rozumu.
Z jakimi fragmentami nauczania Jezusa trudno się Panu zgodzić lub nie zgadza się Pan wcale?
- Dziwne pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze przyjmowałem całe nauczanie Jezusa Chrystusa jako obowiązujące. Pamiętajmy zresztą, że chodzi tu, jak myślę, nie tylko o przekaz Nowego Testamentu, ale także o interpretację Prawa Bożego przez Kościół katolicki, czyli o całą Tradycję. Zawsze uważałem się za polityka katolickiego, a nawet za papistę, zawsze przyjmowałem całą naukę Kościoła hierarchicznego, nie starałem się niczego relatywizować, choć czasem dostrzegałem swoją słabość i grzeszność. Ale bardziej jako osoba prywatna niż jako polityk. Choć oczywiście to, jakim jest się człowiekiem, wpływa na to, jakim jest się politykiem.
A czy coś wzbudza Pana sprzeciw w Kościele jako organizacji?
- Że część hierarchów popiera „Gazetę Wyborczą” i ulega jej wpływom. Na szczęście jest to zdecydowana mniejszość. Ponadto jestem członkiem Akcji Katolickiej. Ubolewam nad tym, że ten ruch katolików świeckich jest taki słaby, że nie pozwolono mu rozwinąć skrzydeł. Mam nadzieję, że to się jeszcze zmieni i że działacze katoliccy wezmą bardziej czynny udział w życiu publicznym w naszym kraju. Moim zdaniem kościół jako organizacja, kościół instytucjonalny nie może być obojętny wobec zdarzeń politycznych, gdyż one dotyczą i sumień ludzkich, i ludzkiej religijności i ludzkiego bytu. Spoglądając na człowieka integralnie, należy dbać o godne warunki jego rozwoju zarówno w sferze duchowej jak i materialnej. Kościół instytucjonalny, hierarchiczny jest zresztą jedyną instytucją, która ma i moralne prawo i kompetencję, by oceniać działania władzy z punktu widzenia wartości, na straży których stoi. Ważne, że w ostatnich latach, mimo krytyki ze strony liberalno-lewicowych mediów, Kościół nie rezygnuje z tego obowiązku i głosem swoich biskupów, w tym biskupa Rzymu, odważnie zabiera głos w najważniejszych sprawach publicznych.
Jak ocenia Pan realizacje misji i aktywność mediów katolickich? Czy spełnia ona oczekiwania świeckich ?
- Nie wiem do końca, jakie są oczekiwania świeckich wobec mediów katolickich. Wiem, jakie są moje oczekiwania. Ja chcę, aby media katolickie nie ulegały „poprawności politycznej” i podawały rzetelne informacje i oceny z punktu widzenia wartości chrześcijańskich. Oczywiście muszą stać na wysokim poziomie, aby konkurować z mediami laickimi. Ja czytam regularnie „Nasz Dziennik” i w zasadzie jestem zadowolony z treści, które tam znajduję. Generalnie media Ojca Tadeusza Rydzyka są odważne w głoszeniu prawdy, odkłamują rzeczywistość i nie obawiają się wrogów Boga i Kościoła. Podobnej postawy oczekuję od innych mediów katolickich, o ile nie mają wyłącznie charaktery religijnego.
A co Pan sądzi o „Gazecie Świeckiej”?
- To jest mój pierwszy kontakt z „Gazetą Świecką”, więc trudno mi ją ocenić. Niemniej uważam – przepraszam za śmiałość w ocenie – że słowo „świecka” w tytule może odstraszać osoby wierzące, gdyż dla wielu brzmi ono dwuznacznie i wzbudza podejrzliwość bez słowa „chrześcijaństwo”. Świeckość, która twierdzi, że nie ma swego Kościoła, może bardzo łatwo przeistoczyć się w „laickość”. Pamiętajmy też, że granica autonomii pomiędzy społecznością polityczną a wspólnotą religijną, którą zakłada świeckość, jest dość iluzoryczna w sytuacji, gdy 90 proc. obywateli przyznaje się do wiary w Boga i wyznawania wartości chrześcijańskich. Ale już sam fakt, że „Gazeta Świecka” chce, aby na jej łamach wypowiadał się taki konserwatysta i ultramontanin jak ja, dobrze o niej świadczy.
Co Pana zdaniem sprawia, że tak wielu młodych omija Kościół szerokim łukiem?
- Media, media zniechęcają do Kościoła i odwracają od wartości transcendentnych. Zwycięża moda na antykulturę, której istota zamyka się w słowach „róbta co chceta”. Zwycięża wizja życia opartego na pieniądzach i przyjemnościach, życia bez obowiązków i wyrzeczeń. A katolicyzm, a Kościół to i obowiązki, i wyrzeczenia. Dziś ludzi wychowuje się na egoistów i egocentryków, którym zasady solidarności, pomocniczości i dobra wspólnego są obce. Liczy się tylko dobro indywidualne, dobro własne. A jeśli nawet czasem podejmowane są działania na rzecz wspólnego dobra, to są ubierane w ideologię antykościelną, propagowane jako alternatywa dla działań społecznych Kościoła.
W takim razie czy chrześcijaństwo ma przyszłość, czy jest skazane na wymarcie?
- Wierzę, że Dych Święty jest w Kościele i nad nim czuwa, a zatem Kościół i chrześcijaństwo nie zginą. Na koniec Bóg i tak zatriumfuje.
Wywiad przeprowadzili: Piotr Bryła i Sławomir Zatwardnicki
Zapraszamy na drugą część wywiadu pt. „Chrześcijanie powinni uczestniczyć w walce o wartości”.
Artur Górski. Doktor nauk humanistycznych, absolwent politologii i nauk społecznych na Akademii Teologii Katolickiej (obecnie UKSW). Były dziennikarz PAP, redaktor naczelny kwartalnika Pro Fide, Rege et Lege oraz pierwszy redaktor naczelny „Naszego Dziennika”. Były wykładowca akademicki. Autor publikacji z dziedziny historii, historii idei i nauk politycznych. W latach 1999 – 2001 pracował w administracji rządowej, gdzie był m.in. dyrektorem Sekretariatu Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów prof. Jerzego Buzka. Zajmował się również działalnością samorządową jako radny dzielnicy Warszawa – Mokotów. Obecnie drugą kadencje jest Posłem na Sejm RP (Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość). Jeden z inicjatorów projektu uchwały sejmowej mającej na celu intronizację w Polsce Chrystusa Króla. Prezes honorowy Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, członek Akcji Katolickiej.
| « < |
|---|





Czy polityk nie może być człowiekiem wierzącym i przekładającym swoje przekonania na stanowione prawo?
Czy polityk ateistyczny jest milej przez Pana widziany?
Rozumiem, że jeżeli ja uważam, że media pana Rydzyka są fałszywe i manipulują ludźmi, to przestaję być katolikiem. Niech i tak będzie. W zasadzie po co mi fałszywy bóg nastawiony na zysk i pieniądze.
A ja dziwię się niektórym komentatorom, którzy z tępotą osła nie przyjmują do wiadomości, że Bóg mówi, iż władza od Niego pochodzi, a więc nie może być mowy o oddzieleniu od Boga ściśle związanej z władzą polityki:
"Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga. Kto więc przeciwstawia się władzy ? przeciwstawia się porządkowi Bożemu."(Rz 13, 1-2)
Więcej na ten temat tutaj: http://mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_44.htm