Chrześcijanin do muzeum
Chrześcijanin do muzeum
Autor: Jan Maria Odyniec
Prawdziwy chrześcijanin to jest frajer. W takim ludzkim podejściu jest to pierdoła, która nie radzi sobie z innymi. Do tego jeszcze dziad, co nie umie o siebie zadbać. I jeszcze jest szczęśliwy każdego dnia za to, że się obudził. Chrześcijanin w pojęciu świata jest idiotą, frajerem. Nic, co robi, mu się nie opłaca.
Chrześcijaństwo to piękna religia, zapoczątkowana przez Jezusa Chrystusa. Jest to bardzo specyficzna religia, jako że jedyna nie mówi o nienawiści do innych, ale o miłości bez względu na wyznanie, kolor skóry przynależność narodową i państwową. To właśnie Jezus powiedział „kochajcie swoich nieprzyjaciół”. To między innymi odróżnia nas od judaizmu, muzułmanizmu. Inni dbają o dobro swojej religii do tego stopnia, że gdy ktoś na nią nastaje, walczą na wszelkie możliwe sposoby, nawet zbrojnie – stąd pojęcie „świętej wojny”.
Chrześcijanin brzydzi się wojną w każdej sytuacji. Pozwala siebie prześladować, i nie walczy, tylko nadstawia drugi policzek. Prawdziwy chrześcijanin. Taki prawdziwy chrześcijanin to jest frajer. W takim ludzkim podejściu jest to pierdoła, która nie radzi sobie z innymi. Nie potrafi merytorycznie odpowiedzieć na zarzuty. Pewnie nie ma argumentów i nie chce się przyznać. Do tego jeszcze dziad, co nie umie o siebie zadbać. Nie zarabia ogromnych pieniędzy w zagranicznych korporacjach, nie robi kariery w polityce. Tylko codziennie podbija kartę w zakładzie pracy, haruje jak wół, za marną pensję, i jeszcze jest szczęśliwy każdego dnia za to, że się obudził, że Bóg (w ogóle: jaki Bóg?) stworzył piękny świat itd.
Przypomniała mi się anegdotka o tym, jak stary Żyd pokazuje piękno stworzenia swojemu małemu synkowi na spacerze: „Popatrz – mówi. – Jak piękne są te drzewa, te krzaki, te kwiaty. Za to wszystko musimy dziękować naszemu Bogu”. W pewnym momencie gołąb narobił mu na kapelusz. W związku z tym synek zwraca mu uwagę: „Tato! Ptaszek narobił ci na kapelusz.” A na to stary Żyd: „I widzisz synku! Powinniśmy dziękować Bogu za to, że nie dał krowom skrzydeł!”.
Generalnie chrześcijanin w pojęciu świata jest idiotą, frajerem. Nic, co robi, mu się nie opłaca. Ale wcale tak nie jest. Ponieważ to wszystko jest patrzeniem krótkowzrocznym, „lokalnym”. Każdy człowiek może patrzeć „lokalnie” lub „globalnie”. Takie patrzenie lokalne, to jest krótkotrwałe dobrze dla mnie. A owo patrzenie globalne, to jest długotrwałe dobrze dla wszystkich, dzięki czemu również dla mnie.
Przeciętny człowiek ma obecnie jedno dziecko i to dopiero po trzydziestce, lub dwójkę w odstępie 10-15 lat. Tak jest wygodnie. Można załatwić sobie dobrą pracę, oszczędności, dom, spłatę kredytów, dwa samochody, a jeszcze, gdy drugie dziecko jest po 15 latach, to starsze zajmuje się nim w czasie, kiedy rodzice zajęci są poprawianiem sytuacji rodzinnej.
Zaś rodzina chrześcijańska ma 5-10 dzieci, a pierwszą dwójkę jeszcze na studiach. Tak mieli na przykład moi rodzice. I moi znajomi. Zupełnie nieopłacalne. Trudno skończyć studia, z nieskończonymi studiami jeszcze trudniej znaleźć dobrą pracę, z marną pracą bardzo trudno utrzymać dużą rodzinę. Ale nagle okazuje się, że z każdym kolejnym dzieckiem Bóg pomaga coraz bardziej, dokłada pieniędzy, „podstawia” bezinteresownych pomocników, działa cuda, o jakich nawet w Starym Testamencie rzadko jest mowa.
Jaki to ma sens? Ogromny. Bo może mając dużo dzieci ciężej się żyje, ale to dzięki nim trwa naród, ojczyzna, rodzina. To właśnie to tak przeraziło Faraona, gdy Izraelici byli w niewoli. Choć było im ciężko, to właśnie oni mieli najwięcej dzieci. Faraon przestraszył się, że w sytuacji konfliktu z sąsiadami Żydzi mogliby stanąć po przeciwnej stronie, a ich siła nie była nic nieznacząca. W chwili obecnej dzietność w Polsce wynosi około 1,2 dziecka na rodzinę. To znaczy, że jest nas coraz mniej. A to dlatego, że ludziom „nie opłaca się” mieć dużo dzieci. Bo bardziej opłaca się robić karierę, niż płacić na dzieci i nic nie zyskiwać.
Dzieci są też naszą „polisą ubezpieczeniową” i „zabezpieczeniem emerytalnym”. Nie ma mowy, żeby w rodzinie, w której jest dziesięcioro dzieci, rodzic na starość był oddany do domu starców, umierał w samotności. Nie można o tym zapomnieć, bo jeśli zapomnimy o rodzeniu dzieci, to niedługo dzieci innych zapomną o nas.
Jan Maria Odyniec
| « < | > » |
|---|





Pozdrawiam
Niestety polscy chrześcijanie tego nie przestrzegają.