Współpraca świeccy-duchowni
Współpraca świeccy-duchowni
Autor: Sławomir Zatwardnicki
Świadomym swojego powołania świeckim nie jest łatwo odnaleźć się w działalności apostolskiej Kościoła ze względu na trudną współpracę z duchownymi. Nie należy wszakże przesadzać w krytyce, wydaje się bowiem, że spojrzenie duchownych na rolę świeckich powoli jednak ewoluuje w kierunku nadanym przez Sobór.
JEDEN RODZAJ, DWA GATUNKI WIERZĄCYCH
Zdaje się, że gatunek świeckich mniej jednorodny jest od gatunku duchowieństwa, a jego przedstawiciele w świadomości, a jeszcze bardziej przeżywaniu, specyfiki swojej świeckości znacznie się różnią. Duchowni, czy to przez szczególność swojego powołania, czy może bardziej jeszcze dzięki formacji seminaryjnej, mniej chyba różnią się między sobą. Oba gatunki wierzących mają jednak częstokroć różne - zarówno międzygatunkowo, jak i wewnątrzgatunkowo - wizje życia świeckich, a co za tym idzie również roli laikatu w posłannictwie Kościoła. Zdarza się, że niektórzy wciąż jeszcze zdają się nie afirmować roli świeckiego. W przypadku niedoformowanych świeckich jest to jeszcze zrozumiałe, że sami sobie wydają się być nieużyteczni i pozbawieni godności, o której nie zawsze są zresztą informowani, ale dlaczego wciąż jeszcze zdarza się wśród duchownych takie spojrzenie?
Monsignor Talbot w jednym ze swoich listów zapisał był słowa oburzające, pod którymi dziś nie dopisałby się żaden duchowny: "Co jest domeną świeckich? Polować, strzelać i zabawiać się. W tych kwestiach posiadają oni zrozumienie, ale nie mają oni żadnego prawa mieszać się w sprawy kościelne" (cyt. za: P. Hocken, Kościół, który nadchodzi. Refleksje nad odnową Kościoła, Katowice 2009, s. 71). Ale czy rzeczywiście w głębi niektórych serc wciąż jeszcze nie skrywa się cień takiego myślenia, które w XIX w. zaprezentował ten mający w pewnych sprawach wpływ na papieża Piusa IX ultramontanista i - jeśli rzec tak można - antynewmanista (J. H. Newmann, jak wiadomo, był otwarty na świeckich)? (Na marginesie należy dodać, że mons. Talbot z czasem został dotknięty poważną formą nerwicy...).
Skąd w ogóle w Kościele wziął się podział na biernych i wyłącznie słuchających "świeckich" oraz nauczających i mających wyłączną odpowiedzialność "duchownych"? Na to pytanie spróbował odpowiedzieć nie tak dawno Maciej Górnicki: "W miarę upływu wieków Kościół stawał się coraz bardziej instytucją, coraz mniej natomiast - wspólnotą. Ten trwający wiele wieków proces wiązał się z coraz silniejszym podkreślaniem roli pasterzy jako strażników spójności Kościoła i wierności prawowiernej doktrynie. Jeśli już próbowalibyśmy wskazywać jakieś momenty kluczowe w tym procesie, z pewnością byłyby one związane nie z rozwojem refleksji teologicznej, ale z wydarzeniami społeczno-politycznymi (?) Kluczowym etapem w procesie hierarchizacji Kościoła był okres średniowiecza, a konkretnie - wrastanie Kościoła w struktury społeczeństwa feudalnego. To, co wyróżnia porządek feudalny, to konsekwentna struktura zależności w społeczeństwie. W społeczeństwie feudalnym każdy był podporządkowany jakiemuś panu, ten z kolei władcy wyższego stopnia - aż do najwyższego władcy, suwerena. Jeśli Kościół miał stanowić istotną część (a wręcz zwornik) społeczeństwa feudalnego, musiał się dopasować do tego porządku - i zrobił to niezwykle konsekwentnie" (M. Górnicki, Czy w Kościele są jeszcze (jacyś) świeccy?, cyt. za: www.gazetaswiecka.pl).
W ten sposób utracono pojmowanie Kościoła jako wspólnoty. "W takim paradygmacie role świeckich i duchownych zostały wyraźnie rozdzielone - pisze dalej współtwórca Fundacji Opoka - rolą biskupa i prezbitera nie było już (?) duszpasterzowanie w ramach gminy chrześcijańskiej, ale raczej sprawowanie władzy duchowej. Ten, kto nie uznawał tej władzy (oraz jej wyższości nad władzą świecką), buntował się przeciw Bogu i ustanowionemu przez Niego porządkowi. Czy może dziwić, że w takim stanie rzeczy dochodzi w końcu do sytuacji, w której papież Bonifacy VIII wydaje dokument, w którym naucza, że świeccy są z zasady wrogami duchownych (bulla Clericis Laicos z 1296 r.)?" (Tamże).
A przecież to, co różni oba gatunki - świeckiego i duchownego - a co w definicji klasycznej zwie się differentia specifica, jest możliwe tylko przy założeniu, że oba gatunki należą do tego samego rodzaju. O jaki zatem chodzi genus? Zarówno duchowny, jak i świecki - to chrześcijanie, którzy zostali zakorzenieni w relacji z Trójcą Świętą, i dopiero w ramach tego rodzaju dzielimy ich na gatunki "świecki" i "duchowny", według różnego powołania danego im w ramach tej samej godności wynikającej z włączenia w relację z Bogiem. Soborowe nauczanie dowartościowało rolę laikatu, ponieważ oparło się - oprócz filozoficznego założenia o godności każdej osoby ludzkiej - właśnie na tym teologicznym założeniu, że każdy wierzący na mocy sakramentu chrztu i działania w nim Ducha Świętego zasługuje na taki sam szacunek i uznanie roli w Kościele.
NIE DO KOŃCA ODROBIONA SOBOROWA LEKCJA?
Ta lekcja, pomimo upływu ponad czterdziestu lat od soborowego "Lumen Gentium", nie została w pełni przyswojona ani przez świeckich, ani przez duchownych. Bo nie można za realizację tej wizji uznać akceptacji świeckich jako pomocy w posłudze klerowi. Wizja Soboru Watykańskiego II "wiązała się z zakorzenieniem powołania świeckich w ich chrzcie i akcentowania, że chociaż katolicy świeccy potrzebują uznawać autorytet papieża, biskupów i kapłanów, istota ich aktywności jako ochrzczonych wierzących nie zależy od upoważnienia czy też zezwolenia danego im przez kapłana lub biskupa" (P. Hocken, dz. cyt., s. 73). Dlatego mogą oni spotykać się i modlić, podejmować ewangelizację czy formować stowarzyszenia świeckich.
Posłanie wierzącego może bazować - zauważa Yves Congar, francuski teolog, dominikanin, uczestnik Soboru Watykańskiego II - na jurydycznym tytule upoważnienia (z tym mamy do czynienia w apostolstwie hierarchicznym) lub na ontologicznym tytule posłania, z jakim mamy do czynienia w przypadku każdego wierzącego będącego członkiem Ludu Bożego, którego zalążkiem byli pierwsi apostołowie. "Jeśli (?) rozważymy świeckich (?) jako członków Ludu Bożego, którzy nie zajmują żadnego miejsca w hierarchii, to oczywiście w pierwszej kolejności natrafimy na ich byt chrześcijański i ich ontologiczny tytuł posłania do świata (?) Tytuł posłannictwa (?) wypływa z samej egzystencji chrześcijańskiej" (Y. Congar, Moim braciom, Paryż-Kijów-Kraków 1998, s. 58).
Rzeczywiście, soborowy dekret o apostolstwie świeckich istotę posłannictwa świeckich widzi w posłannictwie całego Kościoła wypływającym ze zjednoczenia z Chrystusem: "Kościół powstał do życia w tym celu, by szerząc królestwo Chrystusowe po całej ziemi ku chwale Ojca, uczynić wszystkich ludzi uczestnikami zbawczego odkupienia i by przez nich skierować cały świat rzeczywiście do Chrystusa. Wszelka działalność Ciała Mistycznego zmierzająca do tego celu nazywa się apostolstwem, które Kościół sprawuje poprzez wszystkie swoje członki, jednak na różne sposoby; powołanie bowiem chrześcijańskie jest z natury swojej również powołaniem do apostolstwa. Podobnie jak w organizmie żywym żaden członek nie zachowuje się całkiem biernie, ale uczestnicząc w życiu ciała, bierze równocześnie udział w jego działaniu, tak i w ciele Chrystusa, którym jest Kościół (?) Istnieje w Kościele różnorodność posługiwania, ale jedność posłannictwa (?) Obowiązek i prawo do apostolstwa otrzymują świeccy na mocy samego zjednoczenia swojego z Chrystusem - Głową (?) Wszystkim zatem wiernym nałożony zostaje wspaniały obowiązek przyczyniania się do tego, aby wszyscy ludzie na całym świecie poznali i przyjęli boskie orędzie zbawienia" (Sobór Watykański II, Dekret o apostolstwie świeckich "Apostolicam Actuositatem", nr 2n; dalej cyt. jako: DA).
W podobnym tonie wyraża się Jan Paweł II, kiedy wizję zaangażowania świeckich opiera na odkurzonym przez Sobór obrazie Kościoła, który jest Winnicą Pańską, Ludem Bożym i Ciałem. "Kościelna wspólnota jest, ujmując rzecz jeszcze ściślej, jednością <organiczną>, analogiczną do jedności żywego i sprawnego ciała. Odznacza się ona w istocie współistnieniem wielorakich powołań i stanów, tajemnic, charyzmatów i zadań, które, choć różne, są w stosunku do siebie komplementarne. Ta różnorodność i komplementarność sprawia, że każdy świecki pozostaje w relacji do całego ciała i sam wnosi do niego swój własny wkład" (Jan Paweł II, Adh. Christifideles Laici, nr 20; dalej cyt. jako: ChL).
Widać więc, że w oficjalnej nauce Kościoła powołanie świeckiego i konieczność współpracy z duchownymi w dziele, do którego Bóg przeznaczył Kościół, są jak najbardziej uznane. Natomiast doświadczenie pokazuje, że istnieje znacząca rozbieżność pomiędzy Magisterium a życiem, i jeśli już angażuje się świeckich, to raczej tylko w celu pomocy klerowi w wypełnianiu jego posługi.
HALO, HALO - TU MÓWI DUCH ŚWIĘTY!
Sobór odszedł od klerykalnej wizji Kościoła, w której świeccy siłą rzeczy musieli być uważani za mniej świętych, bo realizujących mniej godne powołanie, także w spojrzeniu na działanie Ducha Świętego pośród wierzących, który wydaje się świeckich upodobał sobie szczególnie, rozdzielając im dary duchowe, w zamiarach Boga mające służyć całemu Kościołowi. "Dla spełniania tego apostolstwa udziela wiernym Duch Święty, sprawujący dzieło uświęcenia Ludu Bożego przez posługę słowa i sakramenty, także innych szczególnych darów (por. 1 Kor 12,7), <udzielając każdemu tak, jak chce> (1 Kor 12,11), by <służąc sobie wzajemnie każdy tą łaską, jaką otrzymał> przyczyniali się i oni <jako dobrzy szafarze różnorodnej łaski Bożej> (1 P 4,10) do budowania całego ciała w miłości (por. Ef 4,16). Z przyjęcia tych charyzmatów, nawet zwyczajnych, rodzi się dla każdego wierzącego prawo i obowiązek używania ich w Kościele i świecie dla dobra ludzi i budowania Kościoła, w wolności Ducha Świętego, który <wionie tam, gdzie chce> (J 3,8), a zarazem w zjednoczeniu z braćmi w Chrystusie, zwłaszcza ze swymi pasterzami, do których należy wydawanie sądu o prawdziwej naturze tych darów i należnym ich używaniu, oczywiście nie w tym celu, aby gasić Ducha, ale by doświadczać wszystkiego i zachować to, co dobre (por. 1 Tes 5,12. 19. 21)" (DA, nr 3).
Uznanie wolnego działania Ducha pozycję świeckich afirmuje jeszcze bardziej, bowiem teraz nie tylko mają takie same prawo do świętości, ale dodatkowo możliwość, a właściwie konieczność, zaangażowania się w misję Kościoła dzięki temu obdarowaniu, które daje im Bóg. Z kolei pasterze z pozycji kontroli przesunięci zostają na pozycję tych, którzy rozeznają charyzmaty świeckich. "Także w naszych czasach oglądamy rozkwit różnych charyzmatów wśród świeckich mężczyzn i kobiet. I choć otrzymują je poszczególne osoby, mogą uczestniczyć w nich także inni i w ten sposób zachowuje się ich ciągłość w czasie jako cenne i żywe dziedzictwo, tworzące pomiędzy ludźmi szczególne pokrewieństwo duchowe (?) Charyzmaty winny być przyjmowane z wdzięcznością zarówno przez tych, którzy je otrzymują, jak i przez wszystkich członków Kościoła. W nich bowiem szczególnie obficie objawia się łaska zapewniająca apostolską żywotność i świętość całemu Ciału Chrystusa, pod warunkiem, że pochodzą one naprawdę od Ducha i są używane rzeczywiście zgodnie z Jego natchnieniem. Dlatego zawsze należy się starać o właściwe rozpoznanie charyzmatu (...) Sobór wyraźnie mówi, że <sąd o ich [charyzmatów] autentyczności i o właściwym wprowadzaniu ich w czyn należy do tych, którzy są w Kościele przełożonymi i którzy szczególnie powołani są, by nie gasić Ducha, lecz doświadczać wszystkiego i zachowywać to, co dobre (por. 1 Tes 5, 12 i 19-21)>, tak aby wszystkie charyzmaty w swojej różnorodności i komplementarności współdziałały na rzecz wspólnego dobra" (ChL, nr 24).
Congar analizując soborowy dekret dotyczący apostolstwa świeckich zaledwie dwa lata po Soborze powie, że dzięki temu "wyszliśmy już poza całkowicie jurydyczną i administracyjną wizję Kościoła, w którym wierni mieli praktykować tylko jedną cnotę - cnotę posłuszeństwa czy też podporządkowania. Kościół w ujęciu Vaticanum II jest Ludem Bożym i Ciałem Chrystusa, rzeczywistością organiczną, w której w prawdzie <nie wszystkie członki spełniają tę samą czynność> (Rz 12,4), ale wszystkie są aktywne, wszystkie są odpowiedzialnymi podmiotami, a ich życiem kierują już nie tylko władze i reguły ludzkie, ale w najwyższej instancji Duch Pański" (Y. Congar, dz. cyt., s. 62). To, co zostało zawarte w soborowym dokumencie, nie przewidywało jednak jak dalece rzeczywistość pogłębi jeszcze to rozumienie, wprowadzając nawet pewnego rodzaju napięcie pomiędzy tym, co Duch zdaje się czynić , a tym, do czego Kościół był przez wieki przyzwyczajony.
Należy w pełni odczytać ten powiew Ducha, "nowe tchnienie Pięćdziesiątnicy" (ChL, nr 2), szczególnie w perspektywie tego, co wydarzyło się w okresie posoborowym. To soborowe uchylenie drzwi Duchowi pozwoliło Mu wtargnąć do Kościoła, pobudzając wśród świeckich na niespotykaną dotąd skalę pragnienie nie tylko świętości, ale zaangażowania w ewangelizację i inne aspekty misji Kościoła. A przecież dotąd, także w dokumentach soborowych, świeckich uważano za przeznaczonych raczej do pracy w świecie, kapłanów - do pracy w Kościele. Tymczasem już dwadzieścia lat po Soborze papież napisze, że w okresie posoborowym "Duch Święty nieprzerwanie odnawiał młodość Kościoła, budząc w wielu świeckich nowe energie świętości i uczestnictwa. Świadczą o tym między innymi: nowy styl współpracy między kapłanami, zakonnikami i świeckimi, czynny udział świeckich w liturgii, w głoszeniu słowa Bożego i w katechezie, powierzanie świeckim wielorakich posług oraz zadań, bujny rozkwit grup, zrzeszeń, ruchów duchowości i zaangażowania świeckich..." (ChL, nr 2).
A czterdzieści lat po Soborze, obserwujący z bliska powstające ruchy świeckich i ich zaangażowanie w misję Kościoła, dostrzeże ks. Hocken wzrastające napięcie, które "ujawnia, że wcześniejsze katolickie delegowanie świeckich do pracy w świecie stanowiło często zamaskowaną formę klerykalizmu, który w efekcie wyłączał świeckich z bardzo znaczącego uczestnictwa w misji Kościoła" (P. Hocken, dz. cyt., s. 77). Nowe formy zaangażowania świeckich nie znaczą oczywiście, że powołanie do życia w świecie i jego przemiany przestało być dla laikatu obowiązujące, natomiast fakt, że niejako "spontaniczne", a tak naprawdę w najgłębszej istocie przychodzące "z góry", zaangażowanie świeckich w Kościół okazało się tak wielkim ich pragnieniem, nie może zostać zlekceważony.
Niestety charyzmatyczny wymiar Kościoła wciąż nie jest znany większości katolików. Winę za taki stan rzeczy ponoszą zarówno odpowiedzialni Kościoła, jak i sami zainteresowani świeccy. Ci pierwsi zamknęli tych drugich w szufladce z napisem "charyzmatycy" (lub bardziej obraźliwie: "duchacze"), ci drudzy pozwolili się tam zamknąć. Nasuwa się wrażenie, że charyzmatyczna odnowa powoli traci na znaczeniu. Takie zasmucanie Ducha Świętego (por. Ef 4,30) powoduje, że to, co miało być fermentem odnowienia Kościoła, zostało zaprzepaszczone. Przyjdzie za taki stan rzeczy wytłumaczyć się kiedyś przed Panem.
UWAGA! WIZJA TOTALNA
Yves Congar komentując soborowy dokument "Apostolicam actuositatem", zauważa, że apostolstwo świeckich włączone zostaje w posłannictwo całego Kościoła, którego celem jest "rozciągnięcie władztwa Chrystusa na całą ziemię, włączenie wszystkich ludzi w odkupienie i zbawienie, rzeczywiste poddanie całego świata Chrystusowi" (Y. Congar, dz. cyt., s. 49). W tej perspektywie należy patrzeć na różnorodność obdarowań i posług obecnych w Kościele, które mają służyć zarówno sprawie zbawienia, jak i uświęcenia czy przepojenia duchem Ewangelii całego świata.
Zadanie jest ogromne, ale też ogromne są możliwości; jak nigdy dotąd rysuje się wyraźna wizja dotarcia z Ewangelią na cały świat i do wszystkich ludzi. Pod jednym wszakże warunkiem: wykorzystania potencjału świeckich. Po pierwsze dlatego, że tylko świeccy są w stanie z Ewangelią dotrzeć do ludzi, którzy sami do Kościoła nie zechcą przyjść. "Ludzie świeccy zaś szczególnie powołani są do tego, aby czynić obecnym i aktywnym Kościół w takich miejscach i w takich okolicznościach, gdzie jedynie przy ich pomocy stać się on może solą ziemi" (Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna o Kościele "Lumen Gentium", nr 37; dalej cyt. jako: LG). A po drugie, apostolskie działanie świeckich ma za zadanie przepoić duchem Chrystusowym rzeczywistość doczesną. Któż jak nie świeccy może podołać temu zadaniu, skoro nikt poza nimi nie jest obecny jednocześnie w tym świecie, a jednak poza nim, bo w Bogu. Nie da się zaprosić świata do życia Ewangelią rozdzielając świat i Boga: "Jak uczy doświadczenie, Ewangelia na ogół wzbudza u niewierzących jakiś oddźwięk tylko wtedy, gdy przynosi człowiekowi i światu pewien wzrost ku ich pełnemu urzeczywistnieniu się" (Y. Congar, dz. cyt., s. 54-55).
Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej napisanej po odbyciu Synodu Biskupów, którego tematem było: "powołanie i misja w Kościele i świecie dwadzieścia lat po Soborze Watykańskim II", podkreśli wypowiedzi Vaticanum II na temat "natury, godności, duchowości, misji i odpowiedzialności świeckich" (ChL, nr 2), a nawet określi je jako profetyczne. Za cel adhortacji uzna "pobudzenie i ożywienie świadomości daru oraz odpowiedzialności wszystkich świeckich i każdego z osobna w komunii i posłannictwie Kościoła" (ChL, nr 2), tak aby przyjąwszy Chrystusowe wezwanie do pracy w Jego winnicy, "w tym wspaniałym i dramatycznym momencie dziejowym (?) włączyli się oni żywo, świadomie i odpowiedzialnie w misję Kościoła (?) Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności" (ChL, nr 3).
Świeccy razem z duchownymi zostają więc wezwani do dzieła ewangelizacji, bowiem ta jest pierwszorzędnym zadaniem Kościoła, jest "łaską i mandatem, który Jezus Chrystus powierzył mu na początku jego drogi dziejowej: <Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu> (Mk 16, 15); <A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata> (Mt 28, 20) (...) Z pewnością nakaz Jezusa: <Idźcie i głoście Ewangelię> zawsze pozostaje tak samo ważny i przynaglający. Jednak sytuacja aktualna nie tylko świata, ale także różnych części Kościoła absolutnie wymaga, aby na słowo Chrystusa odpowiedzieć posłuszeństwem bardziej zdecydowanym i wielkodusznym. Każdy uczeń jest wezwany osobiście. Nikomu nie wolno się uchylać od osobistej odpowiedzi: <Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii>! (1 Kor 9, 16)" (ChL, nr 33).
Żyjemy w niesamowitym punkcie historii; wydaje się, że tak dobrego punktu wyjścia Kościół nie miał od czasu swojego powstania. Z jednej strony mamy świat, który potrzebuje Boga, choćby o tym nie wiedział lub sprzeciwiał się Jemu; widzimy ludzi, których dręczą niepokoje i poszukiwania, a nie ma lekarstwa poza Bogiem na ich udrękę. Świat i jego mieszkańcy rozpaczliwie potrzebują dziś zbawienia! Z drugiej strony mamy prosty i jednoznaczny nakaz Pański, aby iść do tego świata i ratować ludzi, którzy bez Boga są zgubieni. A nawet więcej mamy niż Jezusowe polecenie - posyła przecież On swojego Ducha, który wśród wierzących wzbudza nie tylko świadomość potrzeby zaangażowania, ale i wyraźne pragnienie głoszenia Zmartwychwstałego, a do głoszenia tego wyposaża ich w odpowiednie charyzmaty. I w końcu sam Kościół wypowiedział swoje jednoznaczne "tak" dla apostolskiego zaangażowania się świeckich, co pozwala im razem z duchownymi podjąć dzieło ewangelizacji.
Zarówno Kościół i Jego członkowie, jak i Pan oraz Duch, którego posyła - mówią dziś to samo. Jest szansa jakiej nie było nigdy dotąd, aby Ewangelia została ogłoszona wszystkim, aby dotarła wszędzie. Zdać sobie z tego sprawę - to zadrżeć z bojaźni przed taką łaską; nie skorzystać z takiej łaski - to grzech, i to tak wielki, że zamykający chyba drogę do zbawienia. "Ten (?), kto przyjął Ewangelię, z kolei ewangelizuje innych. To jest dowodem prawdy, to jest probierzem ewangelizacji: Bo nie można pojąć, żeby ktoś przyjął słowo i poświęcił się Królestwu, o równocześnie nie stał się jego świadkiem i głosicielem" (Paweł VI, Adh. Evangelii Nuntiandii, nr 24).
ZASTOSOWANIE PRAKTYCZNE - WERSJA MINIMUM
Świeckie apostolstwo nie zamyka się w osobistym świadczeniu. Jan Paweł II zakłada oprócz indywidualnego apostolstwa świeckich również inne formy docierania z Ewangelią: zaangażowanie w parafii czy uczestnictwo w chrześcijańskich zrzeszeniach świeckich. Zatrzymajmy się na chwilę przy tym zaangażowaniu, które wymaga współpracy między świeckimi a duchownymi. Wyrazem troski o działalność i odnowę parafii, a zarazem znakomite pole do praktykowania współpracy pomiędzy pasterzami a świeckimi stanowić może "tworzenie niewielkich podstawowych wspólnot kościelnych, zwanych także wspólnotami żywymi, w których wierni mogą przekazywać sobie nawzajem Słowo Boże oraz służyć innym i praktykować miłość. Wspólnoty te są prawdziwym wyrazem kościelnej komunii i ośrodkami ewangelizacji, działającymi w łączności ze swoimi pasterzami" (ChL, nr 26).
Tworzenie wspólnot zrzeszających świeckich bazuje przede wszystkim na racji eklezjologicznej - chodzi o znak wspólnoty i jedności Kościoła oraz o prawo wynikające z mocy samego Chrztu. Tym samym nie jest jakimś ustępstwem ze strony hierarchii uznanie przez nią prawa do wolności świeckich do zrzeszania się (por.: Kodeks Prawa Kanonicznego, kan. 215, ChL, nr 29). Pasterze Kościoła są wezwani do oceny i weryfikacji, któremu jednak powinien "towarzyszyć wysiłek kierowania, a przede wszystkim zachęta do rozwoju stowarzyszeń ludzi świeckich w komunii i misji Kościoła" (ChL, nr 31). Zarówno świeccy, jak i duchowni dbać mają o braterskie stosunki we wzajemnej współpracy, odrzuciwszy ducha antagonizmu powinni trwać w miłości i wzajemnym szacunku, tak aby całe bogactwo charyzmatów mogło służyć Kościołowi. Tego wymaga dar komunii, w taki sposób realizowana staje się ona dla świata znakiem.
Podobnie jak Jego poprzednik, i Benedykt XVI z nadzieją obserwuje objawianie się charyzmatów w Kościele oraz powstawanie nowych wspólnot: "...Cieszę się, że mogę skierować do kapłanów, w tym dedykowanym im roku szczególną zachętę: by potrafili pojąć nową wiosnę, którą Duch rozbudza w naszych dniach w Kościele, nie na poślednim miejscu poprzez nowe ruchy kościelne i nowe wspólnoty. <Duch jest różnorodny w swoich darach...Tchnie tam gdzie chce. Czyni to nieoczekiwanie, w miejscach nieoczekiwanych i w formach wcześniej niewyobrażalnych... ale ukazuje nam także, że działa On mając na względzie jedno Ciało i że działa w jedności jedynego Ciała>. Pod tym względem ważna jest wskazówka dekretu Presbyterorum ordinis: <Badając duchy, czy pochodzą od Boga, (kapłani) niech w duchu wiary odkrywają różnorodne charyzmaty świeckich, zarówno małe jak i wielkie, niech je z radością uznają, z troskliwością popierają>. Dary takie, które popychają wielu do doskonalszego życia duchowego mogą przynieść korzyść nie tylko wiernym świeckim, ale i samym szafarzom. Z komunii między kapłanami a charyzmatami może rzeczywiście wypływać "cenny impuls do odnowionego zaangażowania Kościoła w głoszenie Ewangelii nadziei i miłości i dawanie jej świadectwa we wszystkich zakątkach świata" (List Benedykta XVI na Rok Kapłański).
Ale nie tylko racja eklezjologiczna stoi u podstaw współpracy laikatu z duchownymi. Towarzyszy tej racji przekonanie, że bez współpracy nie może zostać wypełnione zadanie, które Pan postawił przed Kościołem. Papież powołuje się w tej perspektywie na dokument soborowy: "We wspólnotach kościelnych działalność ich [świeckich] jest do tego stopnia konieczna, że bez niej apostolstwo samych pasterzy nie może zwykle być w pełni skuteczne" (DA, nr 10). Ojcowie soborowi otworzyli jeszcze inne drzwi współpracy świeckich z duchownymi, przez które wciąż zbyt mało świeckich zostało w praktyce przepuszczonych: "...ludzie świeccy mogą być także powoływani w różny sposób do bardziej bezpośredniej współpracy z apostolatem hierarchii, na wzór owych mężów i niewiast, co pomagali Pawłowi w głoszeniu Ewangelii wielce się trudząc w Panu (por. Flp 4,3, Rz 16,3 nn). Ponadto zdatni są do tego, aby hierarchia przybierała ich do pomocy w wykonywaniu pewnych zadań kościelnych służących celowi duchownemu" (LG, nr 33).
Soborowe zalecenia w zastosowaniu duszpasterskim w niewielkim wciąż stopniu wydają się być praktykowane. Iluż z duchownych potrafiłoby podpisać się pod słowami pewnego kapucyna, o. Kurkiewicza, który w wywiadzie dla "BK" wypowiedział się następująco o współpracy ze świeckimi w dziele ewangelizacji i formacji: "Świeccy robią (?) wszystko to, co ja, z wyjątkiem sprawowania sakramentów. Chodzi o kapłaństwo powszechne w praktycznej, holistycznej i maksymalnej realizacji. Jak ze wszystkimi współpracownikami - bywa rozmaicie. Nie trzeba gloryfikować świeckich, ale jeśli mieć miłość, cierpliwość, dialogować i w ostateczności po prostu być i umieć być twardym, to jest to piękna współpraca i de facto jedyna optymalna możliwość. Klerykalizm jako wyłączność w duszpasterzowaniu to porażka" (cyt. za: "Biblioteka Kaznodziejska" nr 4(2009), s. 28)?
Osobny wątek stanowić mogłaby współpraca duchownych ze świeckimi mężczyznami, ci ostatni bowiem stanowią mniejszość w naszych kościołach, a ich aktywność religijna jest znikoma. Tym bardziej zastanawia ten fakt, kiedy uświadomimy sobie, że w najbliższym otoczeniu Jezusa znajdowali się właśnie mężczyźni. Wydaje się, że propozycja Kościoła kierowana dla mężczyzn nie odpowiada ich oczekiwaniom i pragnieniom, skoro nie potrafią się zaangażować. Wiele można by znajdować przyczyn tego stanu rzeczy, ale jedną z nich na pewno jest fakt niewykorzystanego daru typowo męskiego, jakim jest przywództwo. David Murrow, Dyrektor organizacji "Kościół dla mężczyzn" (www.churchformen.com), wskazuje na potrzebę odejścia od takiego modelu przywództwa, w którym jest jeden pasterz, a reszta ma iść za nim - w taki sposób można prowadzić owieczki, ale na pewno nie tygrysy (to o mężczyznach).
Zachęca Murrow, aby energię świeckich mężczyzn skierować do prowadzenia innych mężczyzn, co z kolei odciążyłoby duszpasterzy, przytłoczonych ogromem obowiązków. "Duchowni, (...) nie jesteście jedynymi duszpasterzami. Wasi ludzie też nimi są. Wy jesteście ich trenerami. Bóg stworzył mężczyzn do aktywności, a oni często przyjmują postawę bierną, ponieważ wydaje im się, że nie mają prawa lub kwalifikacji do pracy duszpasterskiej" (D. Murrow, Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła, Poznań 2007, s. 373). Może warto zamiast kontroli sprawowanej w jednym ręku warto zaryzykować i wzorem Jezusa wyszkolić siedemdziesiąt dwa tygrysy chętne mieć swój udział w budowaniu Królestwa Bożego?
JA, NIŻEJ PODPISANY ŚWIECKI
Pozwolę sobie na koniec na nieco bardziej osobisty komentarz.
Napisałem wyżej, że gatunek świeckich mniej jednorodny jest od gatunku duchowieństwa, i tak rzeczywiście jest - wielu świeckich nie zdaje sobie sprawy z własnej tożsamości. Jest to winą zarówno ich samych, jak i duszpasterzy, których dane jest im spotykać. Z kolei duchowni również nie zawsze przyswoili sobie naukę soborową, jakże więc mieliby pomóc świeckim zrozumieć dane im powołanie? Ale są zarówno wśród duchownych, jak i świeckich osoby znające oficjalną naukę Kościoła i starające się wcielać ją w życie praktyczne Kościoła. Ba, spotkałem niejednego świeckiego, który w dokumentach kościelnych bardziej jest obeznany niż niejeden duchowny!
Świadomym swojego powołania świeckim nie jest łatwo odnaleźć się w działalności apostolskiej Kościoła właśnie ze względu na współpracę z duchownymi. Do nierzadkich przypadków należy wciąż zdarzające się myślenie i wynikający z niego sposób odnoszenia się do wiernych przypominający zasady rodem z wojska wzięte. Nie należy jednak generalizować czy przesadzać w tym krytycznym spojrzeniu, wydaje się bowiem, że spojrzenie duchownych na rolę świeckich powoli jednak ewoluuje w kierunku nadanym przez Sobór. Zauważyłem również - i to chyba był najczęstszy przypadek - takie nastawienie wśród odpowiedzialnych Kościoła, które określić można by jako "wyczekiwanie". Nie uciekają się oni do starodawnych sposobów rządzenia świeckimi, ale też nie do końca ufają, że świecki może zrobić coś pożytecznego w Kościele. Tacy coś tam pozwalają, tak że świeccy podejmują jakieś działania, ale nie udzielają wyraźnego błogosławieństwa, nie mówiąc już o braterskim współdziałaniu z aktywnymi członkami laikatu.
Przedstawiciel gatunku świeckich, ten bardziej świadomy misji Kościoła, do której należy w pierwszym rzędzie ewangelizacja, czego chciałby sobie życzyć w dziedzinie współpracy z duchownymi? Przede wszystkim właśnie tego ducha misyjnego, który tak często zostaje zastąpiony spełnianiem praktyk pobożnych, a tym samym doprowadza kapłanów z jednej strony do całkowitego oderwania od życia świeckich, a więc również od życia świata, a z drugiej do tego, że próbują oni aplikować świeckim taki rodzaj życia, który odrywa ich od codziennego życia Ewangelią w świecie, aby w zamian dać to, co Zbigniew Nosowski nazywa "duchowością zakonną w złagodzonej wersji soft". A przecież nie jest celem samym w sobie uczestnictwo wiernych w kościelnych nabożeństwach, ale ich życie zgodne z wolą Bożą!
"Kościół mało misyjny, prowadzący może nawet intensywne życie religijne, jednakże bez wielkiego niepokoju o świat, i cieszący się aż nadmiernym poparciem władz, oczekuje zazwyczaj od świeckich tylko tego, by podtrzymywali oni ramy jego wpływów i prestiżu. Oczekuje od nich tylko usług, zapewniających sprawne funkcjonowanie jego aparatu. Natomiast Kościół misyjny, który żyje w bezpośrednim kontakcie ze światem ze względu na Ewangelię, pracuje wraz ze świeckimi tak samo, jak ze swym klerem: jedni i drudzy są zaprzęgnięci do tego samego zadania, choć każdy pełni w nim osobną rolę" (Congar, s. 205). Niech te słowa, napisane w 1968 roku przez jednego z uczestników Soboru, nie będą czterdzieści ponad lat później aktualne. O to proszę moich duchownych braci.
*
W tekście niżej podpisanego Szanowni Czytelnicy znaleźli garść refleksji podanych na dłoni świeckiej, dłoni otwartej na współpracę z duchownymi. Zgoda?
Sławomir Zatwardnicki,
świecki rzymskokatolicki
Tekst został opublikowany wcześniej w "Bibliotece Kaznodziejskiej". Tutaj publikujemy go za zgodą redaktora naczelnego, ks. M. Kubiaka, wprowadzając nieznaczne zmiany.
| > » |
|---|




