Biało-czerwone prześcieradło
Autor: Waldemar Machoń
Później był krótki sen. Czułem coś mokrego pod plecami. Z wysiłkiem obróciłem się na bok i patrzyłem - świeży czerwony kolor rozpościerał się na białym. Kolory mojej ojczyzny, którą kocham. Ojczyzny tak bardzo doświadczanej w ostatnich wiekach. Lekarz zmienił mi opatrunek a siostra biało-czerwone prześcieradło na nowe. Lecz w mojej pamięci ten biało-czerwony obraz pozostał.
Trudny czas
Mam na imię Waldek, 45 lat, i pracuję pod ziemią w jednej ze śląskich kopalń. Chciałbym podzielić się kilkoma wydarzeniami i refleksjami z ostatnich kilku miesięcy.
W ciągu kilku ostatnich lat zacząłem mieć coraz częstsze problemy z kręgosłupem. W okolicach grudnia ubiegłego roku te dolegliwości zaczęły się nasilać. Leczyłem się i chodziłem do pracy. Mój stan zdrowia pogarszał się jednak z tygodnia na tydzień. Dotychczasowe sposoby leczenia nie zdawały już egzaminu. Dopiero zrobienie rezonansu magnetycznego ujawniło poważne zmiany w kręgosłupie i konieczność przeprowadzenia kilku operacji.
Był to dla mnie trudny czas. Jestem człowiekiem aktywnym, a moje możliwości zostały drastycznie zmniejszone - jedynie leżenie w łóżku nie powodowało bólu. Trudno mi było zaakceptować tą nagłą zmianę trybu życia, ograniczenia i zależność od pomocy innych. Czułem własną kruchość i niemoc. W moim życiowym biegu musiałem się zatrzymać i miałem czas na refleksje.
Dziękowanie
Już wcześniej nurtował mnie pewien fragment z Pisma Świętego: "Zawsze za wszystko dziękujcie".
- Że jak? Mam Bogu dziękować za moje cierpienie, chorobę, zamartwianie się naszej rodziny? Dziękować za pieniądze, które muszę przeznaczyć na leczenie, a mógłbym na inny cel? Czy to dziękowanie ma jakiś sens?
Zastanawiałem się - może w tych słowach od Boga jest jakaś tajemnica, ukryte drzwi, po przejściu których znajdę światło, które wyprowadzi mnie z moich ciemności niezrozumienia, bezsensu cierpienia i nadziei zbyt małej.
- Skoro Bóg może wszystko, to i z tej mojej trudnej sytuacji potrafi wyprowadzić jakieś dobro. Może jednak warto zaufać tym słowom o dziękowaniu?
- Jeżeli mam dziękować - to komu? Bogu?
Skoro On chce naprawdę mojego dobra i dojrzałości duchowej, nie zsyłałby na mnie choroby. Może ją tylko dopuszcza, aby mnie czegoś nauczyć?
- Skoro nie umiem Bogu dziękować, to przynajmniej porozmawiam z Nim o mojej chorobie i o tym, co robić dalej. Jak jest Wszechmogący, to potrafi ze mną rozmawiać, słyszy mnie i ma moc, by mi odpowiedzieć tak, żebym zrozumiał.
Zacząłem więc z Bogiem rozmawiać o mojej sytuacji, a miałem dużo wolnego czasu. Żona w pracy, dzieci były w szkole.
- Boże, nie rozumiem całej tej sytuacji, ale dziękuję Ci za nią. Pomóż mi zobaczyć w tym wszystkim coś dobrego, sensownego, jakieś światełko w tunelu.
Po pewnym czasie zacząłem na nowo dostrzegać piękno miłości mojej żony. Zobaczyłem tę miłość np. w kanapkach i herbacie stawianej na stoliku koło mojego łóżka. W zatroskanym głosie: "Jak się dziś czujesz?", w całusach prosto w czoło.
Nasze dzieci przejęły część moich obowiązków domowych. Częściej w naszym domu zaczęły dzwonić telefony z pytaniami o zdrowie i zapewnieniem o modlitwie. Zaczęli zjawiać się goście, ot tak, z potrzeby serca. Otrzymaliśmy niespodziewaną pomoc finansową na leczenie. Tam na końcu tunelu zacząłem dostrzegać więcej światła. Coś dobrego wokoło mnie zaczęło kiełkować, zapuszczać głębiej korzenie i wypuszczać małe zielone listki.
Ofiarowanie
Parę lat temu przeczytałem, że Jezus w czasie objawienia poprosił Kunegundę Siwiec -- mistyczkę ze Stryszawy -- by ofiarowała Mu swoje cierpienie. Dzięki temu będzie mógł je wykorzystać, aby pomóc innym ludziom. Przez długi czas te słowa nie dawały mi spokoju i nie potrafiłem o nich zapomnieć. Powoli docierała do mnie ta prawda, że tylko Bóg ma MOC, by każde ofiarowane mu cierpienie zamienić na coś dobrego dla innych. Moje cierpienie nie musi być bezsensowne, mogę mu nadać inny wymiar.
Podjąłem decyzję i ofiarowałem Bogu moje kłopoty. Gdy ból czasami narastał, to potrafiłem się nawet uśmiechać - bo miałem więcej do podarowania. Już nie tak ważne stawało się to, co ja przeżywam, ale dobro, którego mogą doświadczyć inni.
Wielki Post
W tym roku Wielki Post miał dla mnie szczególny wymiar - w związku z tym, co sam przeżywałem. O wiele łatwiej było mi zrozumieć innych cierpiących, bardziej im współczuć.
Miałem sporo czasu do zagospodarowania.
- Skoro dałeś mi, Boże, więcej czasu to proszę Cię, pomóż mi ten czas dobrze wykorzystać.
Był więc czas na czytanie "Techniki Wojskowej", "4x4", "Auto-Moto", ale i na różaniec, czytanie Pisma Świętego i więcej sam na sam z Bogiem.
Na początku Wielkiego Tygodnia podjąłem decyzję o odłożeniu na bok, na siedem dni, pasji motoryzacyjnych i wojskowo-historycznych. Postanowiłem się wyciszyć i zająć się tylko sprawami rodzinnymi i duchowymi tego czasu.
W Wielki Piątek oglądałem "Pasję" Mela Gibsona - zrozumiałem, że tylko MIŁOŚĆ jest zdolna do takiego poświęcenia i wierności woli Ojca.
Dzięki temu miałem w sercu i myślach więcej miejsca dla Boga. Częściej z Nim rozmawiałem i odnajdywałem w sobie więcej pokoju serca. Dzisiaj już wiem, że był to dla mnie czas szczególnej łaski przylgnięcia do Boga.
Sobota - 10 kwietnia 2010
Leżałem już w łóżku, na swojej sali, przygotowany do operacji. Obok siedziała moja żona. Słyszałem w jej głosie tę troskę o mnie. We mnie był wewnętrzny pokój.
Przyszedł wtedy sms: "Panie Waldku, pan się nie boi. Za panem zastęp aniołów stoi". Po chwili rozpoznałem znajomy uścisk w gardle i mówić było mi jakoś trudno - są jeszcze dobrzy ludzie na świecie.
W rogu sali mrugał telewizor. Na pasku pojawił się komunikat - rozbił się samolot rządowy. Pomyślałem - ciekawe jakiego kraju?
Napływało coraz więcej informacji - to jednak byli NASI, pod Smoleńskiem, koło Katynia. Słyszałem słowa komunikatów, widziałem migawki filmowe, jednak nie chciałem w to uwierzyć, cała ta prawda nie docierała do mnie.
Zostałem zabrany na salę operacyjną. Później narkoza i sen, który zabrał mnie gdzieś daleko -- może aż pod Smoleńsk. Po przebudzeniu dalej słyszałem wiadomości z lotniska. Dym z pogorzeliska jeszcze się unosił. Gdzieś w środku dalej nie wierzyłem, że to, co widzę i słyszę, jest prawdą. Miałem nadzieję, że ktoś ocalał.
Później był krótki sen. Czułem coś mokrego pod plecami. Z wysiłkiem obróciłem się na bok i patrzyłem - świeży czerwony kolor rozpościerał się na białym.
- Kolory mojej ojczyzny, którą kocham. Ojczyzny tak bardzo doświadczanej w ostatnich wiekach.
Lekarz zmienił mi opatrunek a siostra biało-czerwone prześcieradło na nowe. Lecz w mojej pamięci ten biało-czerwony obraz pozostał.
- Tam Smoleńsk, Katyń, tu mały szpital w Chorzowie, ale kolory są te same.
Mój Boże - DLACZEGO? CZEMU ONI? CZEMU WSZYSCY? PO CO TO WSZYSTKO? CZEMU TO MA SŁUŻYĆ?
Niedziela - Święto Miłosierdzia Bożego
Rano o 7.00 oglądałem transmisję ze Mszy świętej z Łagiewnik koło Krakowa. Dla mnie powiał wiaterek nadziei - przecież jest z nami BÓG.
W telewizji wiadomości ze Smoleńska, Katynia i świata. Lecz ten świat zaczął się modlić za tych, co oddali życie, za moją ojczyznę.
Rosjanie okazują nam ogromną pomoc, wielkie współczucie. Jak brat bratu w potrzebie, w nieszczęściu.
- MÓJ BOŻE - co się dzieje?
No tak, to tylko TY masz MOC, by z tego, co trudne i bolesne wyprowadzić dobro, wielkie dobro.
Później przyszły do mnie takie dobre myśli. Skoro tak wielu modli się za tych, co zginęli, to teraz w niebie jest tak wielu tych, co będą się wstawiali za naszą ojczyzną - Polską. Aby była piękna, może najpiękniejsza niż kiedykolwiek.
W domu
Po udanej operacji zostałem otoczony w domu troskliwą, pełną miłości opieką - jak tu nie poczuć się zaraz zdrowszym. W dwa tygodnie po operacji mogłem powoli wyjść z domu. To była niedziela z błękitem nieba, białymi obłokami i promieniami słońca - zwykłe rzeczy mogą stać się nagle bardzo piękne. Wiem, że ten dzień był dla wszystkich. Jednak gdzieś w głębi serca czułem, że MÓJ kochający Bóg Ojciec cieszy się razem ze mną i daje mi ten dzień w prezencie.
Czułem się jak wędrowiec na pustyni, który po długiej wędrówce znajduje oazę ze źródłem wody. Z moją rodziną byliśmy na Mszy świętej, by zaspokoić głód Boga. Noga i plecy jeszcze mnie bolały, ale było warto iść. Nagle rzeczy powszechne i zwyczajne mogą bardzo cieszyć - jak łyk świeżej wody na pustyni.
Po pierwszej operacji okazało się, że część dolegliwości zostało i trzeba zrobić kolejną. Czy się boję? Trochę tak. Jest jednak w moim życiu KTOŚ, komu mogę powiedzieć: "Wiesz, nie rozumiem wielu rzeczy, ale chcę CI ZAUFAĆ I UWIERZYĆ TWOIM SŁOWOM. ZAPRASZAM CIĘ DO MOJEGO ŻYCIA. DO MOICH SMUTKÓW I RADOŚCI".
Czy chciałbym cofnąć czas o te sześć miesięcy? Nie, na pewno nie.
Chociaż przeżywam szczególny czas w moim życiu, to czuję się bogatszy o nowe doświadczenia. Okazano mi wiele miłości i wsparcia. Zobaczyłem na nowo, ilu dobrych ludzi mnie otacza. Łatwiej mi teraz zrozumieć tych, którzy cierpią.
Dostrzegłem, że jest we mnie teraz więcej wrażliwości na piękno i potrzeby innych. Pogłębiła się moja przyjaźń z Bogiem, mamy też dla siebie więcej dobrze wykorzystanego czasu.
Co mnie cieszy? Na pewno możliwość wyboru, jak i z KIM przeżyć swoje życie. To jest wybór na całe moje życie i wieczność. Lubię posłuchać tych, co mają już dobre doświadczenia i zbierają iskierkę do iskierki. One razem dają światło, by móc zobaczyć i dobrze wybrać.
Waldemar Machoń
| > » |
|---|




