O wolności
O wolności
Autor: Rafał Kołodziej
Uznawana za podstawową wartość przysługującą człowiekowi. Każdy jej pragnie, nikt świadomie i dobrowolnie się nie wyrzeka. Próby jej uszczknięcia choćby o centymetr spotykają się z ostrym sprzeciwem. To dlaczego wolności mamy wciąż mniej i mniej? Może sami składamy ją w cudze ręce?

"Róbta co chceta!"
Wybór mamy, my ludzie, nieograniczony. Fragment Mądrości Syracha zatytułowany "Wolność ludzka" mówi: "Położył przed tobą ogień i wodę, co zechcesz, po to wyciągniesz rękę. Przed ludźmi życie i śmierć, co ci się podoba, to będzie ci dane" (Syr 15, 16-17). Jest to prawda w odniesieniu do każdego dnia naszego życia, do każdej minuty.
Na świecie nie ma pól niczyich. Nie ma wydarzeń czy decyzji obojętnych. Wszystko, co robimy, naznaczone jest znakiem "plus" lub "minus". Czasami chcemy, by to, co czynimy, było obojętne, ale tak się nie da. Wszystko -- myśl, intencja, uczynek -- jest dobre lub złe. I w każdym momencie jesteśmy wolni do wybrania dobra. Nic na świecie, żaden człowiek ani siła nie może nam tej wolności odebrać. Mamy to zagwarantowane w "akcie prawnym", pod którym widnieje pieczęć nie jakieś europejskiej komisji czy cesarza mocarstwa, ale samego Pana.
Skoro tak wybornie zostaliśmy stworzeni, to dlaczego błądzimy? Odpowiedzi poszukajmy przyglądając się Adamowi i Ewie; co dzieje się w raju? Pierwsi małżonkowie zostali skuszeni przez szatana. Uwiedzeni jego chytrością i podstępem. Dokładnie to samo dzieje się każdego dnia z nami. W nasze serca kropla po kropli wsączany jest jad, którego zadaniem jest zaburzenie umysłów i sumień. Odebranie jasności prawidłowego postrzegania rzeczywistości, zarówno duchowej, jak i materialnej. Kiedy już tak się stanie, grzech zaczyna się jawić jako przyjemność, a łamanie przykazań gwarantujących radość obiecuje sukces i szczęście.
Inną taktyką odebrania wolności, zgodnie z zasadą: "jak nie prośbą, to groźbą" - jest zastraszenie. Bardziej perfidna, bo nie ukazuje "anielskich" zysków, ale straszy, że jak się nie złamiesz, to pożałujesz... i to bardzo. A dodatkowo oberwą twoi bliscy. Wywijanie zaciśniętą pięścią przed nosem przynosi skutek szczególnie wtedy, gdy wcześniej zrobiliśmy coś niedobrego i staramy się wrócić na prawidłowe tory. Ciężko wyrwać się z bagna, gdy tkwi się w nim po pas.
Powie ktoś, że wolność to możliwość wyboru, a więc także możliwość wyboru zła. Owszem, ale czy człowiek zdrowy na ciele, umyśle i duszy może pragnąć dla siebie lub innych czegoś szkodliwego? Jeżeli opowiada się po stronie ciemności, to albo jest chory, albo zwiedziony, albo zastraszony. Innego wytłumaczenia nie widać.
Zbaczając ze ścieżki dobra "tracimy" wolność; jesteśmy pokonani, a nasz skarb wpada w ręce wroga. Przynajmniej tak nam się wydaje, bo przecież wolności jest prawem niezbywalnym. Czujemy się zmuszeni do tylu "rzeczy". Zaczynamy się postrzegać jako marionetki, które nie mogą postąpić inaczej; stoimy pod ścianą, nie pozostawiono nam wyboru.
Nieprawda - mamy wybór. To strach paraliżuje nasze ruchy i zacieśnia widnokrąg do jednej ścieżki. Strach przed konsekwencjami, które są ceną, jaką płacimy za wolność. Podejmując decyzje musimy liczyć się z ich skutkami. Często cena, jaką przyszłoby zapłacić za słuszny wybór, wydaje się zbyt wysoka, więc idziemy na łatwiznę. A bagno zaczyna sięgać uszu.
Sam decyduję jak żyję
Ciekawe spojrzenie na problem wolności przedstawia wybitny XX-wieczny myśliciel -- Erich Fromm. Przyjrzyjmy się najczęściej spotykanej w naszym społeczeństwie postawie: konformizmowi.
"Krotko mówiąc, jednostka przestaje być sobą; w pełni adoptuje ten rodzaj osobowości, który oferują jej wzory kulturowe; dzięki temu staje się zupełnie podobna do innych, taka, jaką ci inni spodziewają się zobaczyć. [...] Osoba, która rezygnuje ze swego indywidualnego ?ja? i staje się automatem, identycznym z milionem innych otaczających go automatów, nie musi już czuć się samotna i zalękniona. A jednak cena, jaka za to płaci -- utrata samego siebie -- jest wysoka." (E. Fromm, "Ucieczka od wolności").
Czyż nie tak wygląda otaczająca nas rzeczywistość? Stado baranów, w którym każdy stara się "nie wychylać", być podobnym do innych i pędzić wraz z resztą przed siebie. Oczywiście różnorodność istnieje, ale to tylko gra pozorów zachowana w rozmaitych kolorach szminek i wzorach krawatów. Jednak główne cele i pragnienia oraz sposoby ich realizacji są prawie takie same. Armia ludzi pracuje nad tym, by podać nam na tacy "nasze" marzenia.
Przecież każda pani pragnie ubierać się w piękną odzież i używać najlepszego wybielacza, a każdy facet pożąda nowego samochodu. Właśnie tak chcesz żyć. Ba, na taki luksus zasługujesz! A do tego cudowne czasoumilacze: skrojone na miarę każdego obywatela przeboje radiowe i kinowe; lekkie książki; tanie wczasy. Tak, to są twoje pragnienia, my tylko pomagamy w realizacji.
Wśród tego stada zwanego społeczeństwem zdarzają się osoby rzeczywiście indywidualne, żyjące naprawdę tak, jak pragną. Jest ich jednak tylko garstka. Istnieją również pseudo-indywidua, które w publicznym szokowaniu poszukują taniej reklamy i odrobiny zainteresowania. Jest też młodzież, dla której bunt i dążenie do wolności jest naturalnym sprzeciwem wobec kajdan narzucanych przez dorosłych. Niestety, ich głos można łatwo zagłuszyć lub sprowadzić na złe tory.
Źródłem konformizmu, innym niż reklama i media, mogą być nawet nasi najbliżsi. Konkretnym przykładem przytoczonym przez Fromma jest postać młodego mężczyzny, studenta medycyny. Oto w jaki sposób podjął ważną decyzję co do swojej przyszłości: "...kiedy miał siedemnaście lat, zamyślał zostać architektem. Kiedy wspomniał o tym ojcu, ten po przyjacielsku zauważył, że, oczywiście, może sam decydować o wyborze swojej kariery, ale że on, ojciec, jest przekonany, iż ten pomysł to pozostałość po jego dziecinnych marzeniach, w rzeczywistości bowiem woli studiować medycynę". Chłopak przystał na namowy i dopiero po latach zauważył, że wybranej profesji nie cierpi, a do tego jest wściekły na ojca.
Ucieczka w "poddaństwo" głównym nurtom kulturowym pokazuje, jak bardzo nasze możliwości przerastają nas samych; nie wiemy co począć, w którą stronę zwrócić kroki. Jesteśmy nieograniczeni jak nasze marzenia, lecz mimo to piękny, niezbadany ocean możliwości zamieniamy na ciasną kałużę konformizmu. Powie ktoś, że takie jest życie: marzenia na bok, trzeba być rozsądnym, trzeba spłacić hipotekę. Doprawdy? Czy Ten, który wkłada w nasze serca pragnienia, nie daje siły i sposobności do ich spełnienia?
PS.
Powyższe stwierdzenia dotyczą każdego: i mnie, i ciebie. Jednych bardziej, innych mniej. Jedyny wolny Człowiek stąpał po ziemi niecałe dwadzieścia wieków temu. Za walkę o wolność; za rozdawanie jej na lewo i prawo, wszystkim, którzy chcieli -- przybito Go do krzyża. Sam na to pozwolił.
Rafał Kołodziej
| « < | > » |
|---|




