Praca w domu
Praca w domu
Autor: Mariusz Mycielski
Jakie są zalety i niebezpieczeństwa pracy w domu? Czy to praca dla każdego? Dla mnie taki rodzaj pracy jest błogosławieństwem. Bogu dziękuję za lata pracy w domu, za zaoszczędzony i owocnie wykorzystany czas, za moich pracodawców i za Jego Mądrość, którą dzieli się ze mną, a także za Jego wspaniały plan dla mojego życia.

O tym, jak Pan Bóg zatroszczył się o pracę dla mnie i dlaczego zacząłem pracować w domu, możesz przeczytać w artykule "Praca - prezent od Boga". Poniższy tekst chciałbym poświęcić konkretnej jej formie, jaką jest praca w domu, czyli telepraca.
Aspekty techniczne
Rozpoczęcie pracy w firmie, w konkretnej branży, wymaga jej poznania. Informatyka, produkcja oprogramowania zawsze dotyczy jakiejś konkretnej dziedziny, którą trzeba znać. Dlatego na początek konieczny jest bardziej intensywny kontakt z firmą niż później.
Kilkanaście lat temu, gdy rozpoczynałem swoją pracę, nie miałem dostępu do internetu. Pierwszy rok wiązał się z częstymi dojazdami do firmy. Nie miałem wtedy samochodu, dlatego traciłem na to wiele godzin. Ale była to inwestycja na przyszłość. Po roku kupiliśmy samochód, potem modem, a w końcu okablowano naszą miejscowość siecią komputerową.
Moja umowa od początku przewidywała pracę na etat, czyli w konkretnym wymiarze czasowym. Nie jest najistotniejsze, o której zaczynam, a także to, czy te 8 godzin jest podzielone na części. Oczywiście staram się pracować w godzinach pracy firmy, bo współpracuję z kilkudziesięcioma osobami, które korzystają z moich programów, zgłaszają błędy itd.
Zalety
Dla mnie praca w domu jest błogosławieństwem. Czas zaoszczędzony na dojazdach mogłem przez 11 lat poświęcać naszym trojgu rosnącym się dzieciom, które w tym okresie się urodziły. Nie było problemem, by codziennie czytać im bajki na dobranoc, odprowadzać do przedszkola, szkoły, przygotowywać posiłki. Liczy się także stała obecność rodzica w domu, który może reagować na to, co się w nim dzieje. Praca niezwiązana sztywnymi ramami czasowymi pozwala w nagłych przypadkach, jak np. choroba dziecka, móc od razu na takie sytuacje odpowiadać.
Praca w domu jest dobra również dla pracodawcy, bo w razie choroby dziecka nie biorę wtedy opieki na nie, a godziny pracy odpracowuję w innym czasie. Z kolei siedzenie w domu sprawia, że rzadko choruję, a więc nie biorę prawie wcale L-4.
Taka forma pracy spowodowała, że mogłem razem z żoną założyć i prowadzić wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym w naszej parafii. Szczególnie przez pierwsze lata byliśmy jedynymi doświadczonymi osobami, które mogły podjąć taką służbę i formować ludzi. Dzięki temu zaoszczędzonemu czasowi mogliśmy na przestrzeni lat podejmować różne inicjatywy w parafii.
Wady i niebezpieczeństwa
Każdy kij ma dwa końce. Tak jest również z pracą w domu. Jeżeli ktoś lubi być wśród ludzi, nawiązywać relacje, to taka forma nie będzie mu odpowiadała. Znam jednak wiele osób, którym takie osobowe relacje są bardzo potrzebne i konieczne, by od czasu do czasu odetchnąć podczas pracy.
Ja akurat odbieram taką formę pracy jako zaletę. Kiedy pracuję, jestem zorientowany na efektywność, na osiągnięcie celu. Poza tym lubię to, co robię. W pracy zawsze mam coś do zrobienia, często "na wczoraj". Nie ma nudy i okresów przestoju. Jakiekolwiek pogaduszki, inni ludzie obok mnie, staliby się dla mnie w takiej sytuacji przeszkodą w osiąganiu tego celu.
Minusem pracy w samotności jest brak kontroli z zewnątrz, czyli konieczność samokontroli. Kusi pasjans, zasoby internetu, YouTube, Nasza-Klasa... (niech każdy dopisze w tym miejscu to, co lubi). Ja muszę walczyć z czytaniem newsów w czytniku RSS, który na bieżąco wyświetla nagłówki publikowanych wiadomości i co parę minut proponuje coś nowego. Jakiś czas temu musiałem wyłączyć status "Dostępny" na Gadu-Gadu. Kiedy indziej znowu przypomni się coś pilnego do zrobienia. Wtedy pomocne jest rejestrowanie czasu mojej rzeczywistej pracy.
Podczas pracy w domu brakuje mi też kontaktu z innymi osobami z tej samej branży. Na pewno mógłbym się więcej nauczyć, gdybyśmy widzieli się twarzą w twarz. Taka forma pracy wyklucza również jakikolwiek awans zawodowy.
Czy dla każdego?
Wiele osób, gdy słyszy, że pracuję w domu, od razu mówi, że to nie dla nich. Ja akurat widzę, że jestem osobą, której to odpowiada i która jest w stanie oprzeć się pokusom, o których napisałem wcześniej. Na pewno potrzebna jest samokontrola, umiejętność planowania pracy, skupienia na zadaniu i pracowania w samotności.
Jedna z bliskich osób, która mieszkała z nami, czasem w ciągu dnia prosiła mnie, żebyśmy razem zrobili coś przy domu. A to trzeba było przybić jakąś deskę, a to przyciąć drzewko czy naprawić płot... Ja obruszałem się, że przecież jestem teraz w pracy! A on zdziwiony odpowiadał, że no tak, ale widzi, że równocześnie jestem w domu. A jak jestem w domu, to mogę coś przy nim zrobić. Pewnie pokutuje tu jeszcze myślenie z czasów socjalizmu, gdy wyrywało się z pracy na jakąś fuchę czy prywatną robotę i było to społecznie akceptowane.
Niejednokrotnie spotykam się też z takim traktowaniem, że moja obecność w domu oznacza, że mam czas np. na spotkanie z kimś, kto akurat chce do mnie wpaść. Bliżsi znajomi już wiedzą, że gdy jestem w domu, to dodatkowo trzeba zapytać, czy jestem też w pracy.
Zaufanie pracodawcy - uczciwość pracownika
W moim zawodzie bardzo ważne jest zaufanie ze strony pracodawcy. Zawód programisty komputerowego jest bardzo trudny do ubrania w liczby. Trudno określić na podstawie napisanego kodu, czy pracownik dzisiaj dużo się napracował, czy nie. Profesję tę można by porównać z pisaniem książki przez pisarza. Nie chodzi tu nawet o wenę twórczą czy jej brak. Raczej o przypadki, gdy autor jest niezadowolony z tego, co napisał i skreśla cały rozdział (albo kasuje go w edytorze tekstu). Programista również może siedzieć całymi dniami szukając jednego błędu w programie, pisać ciągle nowe poprawki, a osoba z zewnątrz nie będzie widziała postępów w samym kodzie programu.
Cieszę się, że moi szefowie o tym wiedzą i oceniają moją pracę w większych przedziałach czasowych. Również lata współpracy wpływają na wzrost zaufania. Dla mnie bardzo ważna jest świadomość, że pracodawca mi ufa, że nie podejrzewa mnie o robienie prywatnych zleceń w czasie, za który on płaci. To daje komfort pracy szczególnie właśnie w tych dniach, gdy na zewnątrz nie widać postępów.
Na zaufanie się pracuje. Oprócz tego, że sam chcę móc spojrzeć w lustro i nie mieć wyrzutów sumienia związanych z pracą, to chcę też być pewny, że jestem w porządku wobec osób, które mnie zatrudniają. Dlatego od początku zorganizowałem sobie pracę w ten sposób, że liczę godziny pracy w arkuszu kalkulacyjnym. Jeżeli musiałem w ciągu dnia zrobić sobie przerwę, to jest to zapisane i wiem, do której będę danego dnia pracował. Pracownik przychodzący do firmy czy urzędu zawsze wie, że dla niego czas pracy kończy się codziennie o 15.00 czy 16.00; u mnie godzina "wyjścia" z pracy może się zmieniać.
Poza tym zdecydowałem, że nie przyjmuję innych zleceń, które mogłyby kusić, by je wykonać w czasie przeznaczonym na moją podstawową pracę.
Duch Święty - specjalista IT
Kiedy jeszcze nie miałem dostępu do internetu, a nasz dział informatyczny składał się z dwóch osób, trudno było czasem znaleźć pomoc przy rozwiązaniu jakiegoś problemu. W tej chwili internet stanowi niesamowitą skarbnicę wiedzy. Dosyć zaśmieconą, ale zawsze można z niej coś wygrzebać.
Kiedy nie miałem do niej dostępu, czasem przez cały dzień wertowałem podręczniki, żeby znaleźć wyjaśnienie takiego a nie innego zachowania się jakiegoś programu czy instrukcji języka programowania. Kosztowało mnie to dużo czasu i frustracji z powodu braku widzialnych efektów mojej pracy. Bywało, że cały dzień poszukiwań, wytężania umysłu powodował tylko coraz większe zdenerwowanie. A gonił termin wykonania zlecenia.
Dla mężczyzny w danym momencie ważna jest jedna tylko sprawa, mężczyzna koncentruje się na jednej czynności -- tej, którą wykonuje. W takich sytuacjach, jak ta opisana wyżej, odkładałem wszystko na bok, żeby tylko osiągnąć cel -- znalezienie błędu w programie, napisanie wydajnej funkcji. Nie było czasu na jedzenie, zamienienie słowa z domownikami, modlitwę. Chodziłem struty i zamknięty w sobie.
Wiadomo, że powinno się pomodlić przed pracą, poprosić Ducha Świętego o pomoc... Ale to męskie myślenie kanałowe sprawia, że jednak nie mieszamy pracy z wiarą. Jedno i drugie ma swój czas. (Piszę w tej chwili o sobie, nie chciałbym generalizować w sposób nieuzasadniony. Chętnie usłyszę spostrzeżenia innych facetów). W tym miejscu chcę się podzielić tym, że warto jednak w swojej pracy wcisnąć, choć na chwilę, taką pauzę (dla kolegów z branży: "obsłużyć przerwanie").
Wielokrotnie było tak, że zakręconemu napotkanym w pracy problemem, błysnęła mi jednak myśl, żeby na chwilę przerwać, przestać się zamartwiać, a zamiast tego -- pomodlić. Z drugiej strony cisnęły się myśli: "co tam będę Panu Bogu zawracał głowę bazami danych czy topologią sieci energetycznej...". Jednak właśnie taka modlitwa poddania Mu siebie, tego, co robię, wylania przed Nim swojego żalu i niemocy, przynosiła niesamowite skutki. Do dzisiaj pamiętam przynajmniej kilka sytuacji, gdy kilka minut po krótkiej modlitwie przychodziło do głowy rozwiązanie. Najpierw kilka godzin główkowania... i nic. Minuta modlitwy... i już człowieku wiesz! To naprawdę nadprzyrodzone doświadczenie.
Bogu dziękuję za lata pracy w domu, za zaoszczędzony i owocnie wykorzystany czas, za moich pracodawców i za Jego Mądrość, którą dzieli się ze mną, a także za Jego wspaniały plan dla mojego życia.
Mariusz Mycielski
| « < | > » |
|---|




